Jak wiecie – a może dopiero teraz sobie to uświadamiacie – żyjemy w Delcie Wisły.
W miejscu niezwykle pięknym, ale i wymagającym. To nie zwykły dar natury, lecz efekt setek lat pracy ludzi, którzy wiedzieli, że tutaj nic nie dzieje się samo. Każdy centymetr tej ziemi powstał dzięki planowaniu, kontroli i codziennemu utrzymaniu systemu, który musi działać – bo inaczej woda upomina się o swoje.

Żuławy to nie są „zwykłe tereny wiejskie”. To precyzyjna maszyna hydrotechniczna. A jak każda maszyna – kiedy przestaje działać, psuje się.

Deszcz z 28 lipca tego nie spowodował. On jedynie pokazał, w jakim naprawdę stanie jest ta maszyna.

Nie należy jednak bać się tej krainy. Trzeba o nią dbać, inwestować w nią i rozwijać ją tak, jak robią to Niderlandy i inne miejsca na świecie, które od wieków potrafią żyć w harmonii z wodą. Bo Żuławy są nie tylko wyzwaniem, ale i ogromną szansą – jeśli będziemy je traktować z odpowiednią troską i wizją.

Brakuje nie tylko kompetencji. Brakuje wizji i troski, a płacimy za to my wszyscy.

Na pierwszym miejscu – Wody Polskie, a konkretnie RZGW Gdańsk. To oni odpowiadają za stan rzek, kanałów, rowów, wałów i przepompowni. Zabrakło prewencji, nadzoru i podstawowej konserwacji. A kulminacją tego zaniechania była decyzja o wyłączeniu pomp w czasie realnego zagrożenia powodziowego – decyzja, która kosztowała ludzi milionowe straty. Zawiodły też służby państwowe odpowiedzialne za gospodarkę wodną. Od miesięcy zgłaszano problemy, pisano pisma, apelowano o reakcję. Odpowiedź? Brak. Konsekwencje? Żadne. Infrastruktura kryzysowa na poziomie krajowym również okazała się fikcją – nie było planu, koordynacji ani gotowości.
A przecież to wszystko było do przewidzenia, więc również do uniknięcia.

Strażacy i Rolnicy ratują niewydolną stację pomp w Krępcu w Gminie Pruszcz Gdański

Pisali wszyscy – i byli ignorowani.
Od miesięcy płynęły apele i sygnały ostrzegawcze. Kierowali je zarówno przedstawiciele Związku Żuławskiego, jak i pojedynczy sołtysi. Ostrzegali, prosili o reakcję, alarmowali o stanie wałów, zarośniętych kanałach i braku działań prewencyjnych. Pisano do urzędów, instytucji, a także bezpośrednio do posłów i senatorów. Wielu z tych lokalnych liderów uczestniczyło w spotkaniach parlamentarnego zespołu ds. Żuław, licząc na realne działania.

I co? I nic. Ich głosy zostały zignorowane, zlekceważone albo przykryte grzecznymi frazesami. A teraz konsekwencje tych zaniechań ponoszą ci, którzy ostrzegali najgłośniej – mieszkańcy.

Byliśmy tam. Pomagaliśmy. I widzieliśmy, kto nie zawiódł.
W przeciwieństwie do instytucji odpowiedzialnych za utrzymanie infrastruktury i prewencję, wielu ludzi stanęło na wysokości zadania. Strażacy z OSP reagowali natychmiast. Na miejscu pojawili się też terytorialsi – konkretni, skuteczni, gotowi do działania. Rolnicy, mieszkańcy, lokalne społeczności – działali organizując sprzęt, worki z piaskiem, pomoc sąsiedzką. Samorządy w wielu miejscach zareagowały szybko i konkretnie, choć nawet tu nie obyło się bez opóźnień. Starosta Gdański powołał pogotowie przeciwpowodziowe dopiero 30 lipca, dwa dni po kulminacji opadów. Oficjalny komunikat informował o uszkodzeniach infrastruktury przeciwpowodziowej i zagrożeniu dla gmin Cedry Wielkie, Pruszcz Gdański i Suchy Dąb. Ale wtedy walka trwała już od dawna – i prowadzili ją zwykli ludzie.

Straty idą w miliony – i nie chodzi tylko o zalane pola.
Według raportu glebowego zamówionego przez pruszczanie.pl, już po 24 godzinach zalania gleba traci niemal cały tlen. Wysokie temperatury przyspieszają ten proces, powodując trwałe uszkodzenia roślin. Po 36–48 godzinach podtopień dochodzi do całkowitej utraty plonów, a pięciodniowe zalanie to praktycznie śmierć całych upraw. W wielu miejscach woda utrzyma się znacznie dłużej. Dodatkowo, stagnacja wody i warstwa namułu na liściach hamują fotosyntezę, ograniczają regenerację i prowadzą do chorób. W efekcie – nie tylko obecny sezon jest stracony, ale także przyszły może być zagrożony. Szacowane straty rolników i mieszkańców sięgają setki milionów złotych, a żadne odszkodowania nie pokryją realnych kosztów poniesionych w wyniku systemowego zaniechania.

Zagrożenie nie minęło – to tylko przerwa między opadami.
Sytuacja na Żuławach wciąż jest poważna. W wielu miejscach woda stoi, system jest przeciążony, a uszkodzenia infrastruktury przeciwpowodziowej nie zostały jeszcze naprawione. Potrzebne są natychmiastowe działania: kopanie bajpasów, udrażnianie kanałów, wzmacnianie wałów i usuwanie namułu. To nie czas na raporty – to czas na łopaty, koparki i decyzje. Tym bardziej że prognozy nie pozostawiają złudzeń: kolejne opady mają nastąpić w najbliższych dniach. Jeśli system nie zostanie usprawniony tu i teraz, kolejna fala deszczu może przynieść jeszcze większe straty.

 

Podsumowanie

Ulewy z 28–29 lipca 2025 r. były obfite, ale nie rekordowe. To nie natura zawiodła, lecz niewydolny system melioracyjny i lata zaniedbań w gospodarce wodnej, które doprowadziły do poważnego kryzysu w powiecie gdańskim.

Zalane drogi, szkoły i pola

  • w Łęgowie przerwane zostały dwa odcinki wału na rzece Kłodawa – tymczasowo zabezpieczone rękawami i piaskiem,

  • pod wodą znalazły się oczyszczalnie ścieków, drogi, studzienki kanalizacyjne, szkoły i obozy harcerskie,

  • pola w naszych gminach pozostają zalane, a rolnicy liczą poważne straty w plonach.

Wspólna walka z wodą
Do akcji skierowano ponad 65 żołnierzy WOT, którzy wspierali strażaków w odpompowywaniu wody i umacnianiu wałów.
Do walki z żywiołem włączyli się także mieszkańcy i rolnicy, budując prowizoryczne zabezpieczenia i wzmacniając wały.

Systemowe zaniedbania
Opady tylko obnażyły skalę problemu. Od miesięcy lokalne społeczności alarmowały o zarośniętych kanałach, niedrożnych rowach, osłabionych wałach i niewydolnych przepompowniach. Wody Polskie i odpowiedzialne instytucje nie reagowały. Kulminacją tych zaniechań była decyzja o wyłączeniu pomp w czasie realnego zagrożenia, co pogłębiło straty liczone w setkach milionów złotych.

Siła lokalnej solidarności
W obliczu kryzysu to mieszkańcy, strażacy, rolnicy i żołnierze WOT stanęli na wysokości zadania. Dzięki ich mobilizacji udało się zapobiec jeszcze większej katastrofie.

Wnioski na przyszłość
Żuławy to wymagająca, ale niezwykle cenna kraina. Aby kolejne opady nie kończyły się dramatem, konieczne są natychmiastowe inwestycje w system melioracyjny, sprawna konserwacja infrastruktury i realne działania zamiast pustych deklaracji.

Dlatego apelujemy: zaopatrzcie swoje domy i wspólnoty w worki z piaskiem – i wyobraźcie sobie teraz, co by się stało, gdyby w Pruszczu Gdańskim byłby już zamknięty jeden z wiaduktów.


Pruszczanie.pl
Cyprian Wieczorkowski