Polskie Koleje Państwowe odmówiły zgody na tymczasowe udostępnienie tunelu w Radunicy dla samochodów na czas budowy wiaduktu w Pruszczu Gdańskim. Decyzja budzi emocje — zarówno wśród mieszkańców Pruszcza, jak i samej Radunicy.
PKP tłumaczy swoją decyzję względami bezpieczeństwa i brakiem technicznych możliwości dostosowania tunelu do wzmożonego ruchu. Problem w tym, że zamknięcie jednego z głównych przejazdów przez tory w Pruszczu Gdańskim skutkuje paraliżem komunikacyjnym w godzinach szczytu. W ostatnich dniach korki sięgały kilkudziesięciu minut, a mieszkańcy skarżą się na chaos i wydłużony czas dojazdu do pracy czy szkoły.
W Radunicy z kolei od miesięcy trwała akcja sprzeciwu wobec pomysłu zorganizowania objazdu przez tunel. Sołtys Izabela Nowak zebrała pod petycją przeciwko takiemu rozwiązaniu 150 podpisów. — Nasza wieś to spokojne miejsce. Wpuszczenie tu ciężkiego ruchu tranzytowego oznaczałoby hałas, większe niebezpieczeństwo na wąskich drogach i codzienny stres dla mieszkańców — mówią mieszkańcy.
Jednak nie wszyscy są już tego tak pewni. Pani Marta, jedna z mieszkanek Radunicy, która również podpisała się pod petycją, przyznaje, że ma coraz większe wątpliwości. — Nikt nie chce, żeby przez naszą wieś przejeżdżały tysiące samochodów dziennie. Ale patrząc na to, co dzieje się w Pruszczu, te korki są nie do zniesienia. Zaczynam się zastanawiać, czy gdyby tunel był przejezdny, nie pomogłoby to wszystkim, choćby tymczasowo — komentuje.
Na razie sytuacja pozostaje bez zmian. Rozbiórka wiaduktu ma się zacząć na początku przyszłego roku. Władze Pruszcza Gdańskiego zapewniają, że szukają alternatywnych rozwiązań, by rozładować ruch, ale konkretne decyzje jeszcze nie zapadły.


